W kulturze faila – jak upadać, by powstać silniejszym?

Gratisography
Od niedawna można zaobserwować w Polsce zwiększoną popularność spotkań z „upadkiem” jako motywem przewodnim. Międzynarodowa inicjatywa FuckUp Nights już na dobre wpisała się w krajobraz rodzimej sceny startupowej, a w marcu w Warszawie miała miejsce druga edycja konferencji o upadaniu – FailWay. Skąd to wszystko się wzięło i co to oznacza?

Patrząc choćby na wspomniane w leadzie wydarzenia można przypuszczać, że nad Wisłę zawitała po latach kultura „ability to fail”. Pod tym enigmatycznym pojęciem kryje się przekonanie (potwierdzone kilkoma poważnymi raportami), że każdy przedsiębiorca powinien być otwarty na porażkę, bo ta prędzej czy później nadejdzie. Optymistyczny akcent jest jednak taki, że startupowcy, którzy zaliczyli już jakieś potknięcie, łatwiej radzą sobie później nie tylko w kolejnych biznesach, ale i z kolejnymi upadkami.



Jak to się dzieje, że firmy, które upadały co najmniej dwa razy mają za kolejnym razem 2 razy większe zyski, 10 razy większe szanse na pozyskanie kapitału i kilkukrotnie szybszy przyrost użytkowników? Wszystko nierozerwalnie łączy się z podejmowaniem ryzyka. Próbuj różnych biznesów, zobacz, co się sprawdza, a co nie, ale przede wszystkim bądź otwarty na porażkę – mówią w Dolinie Krzemowej. Przy okazji można wymienić multum historii tych, którzy upadali z hukiem, by jak feniks z popiołów odrodzić się z nowym projektem i pozamiatać na rynku (i nie mowa tu o popiele). Ba, panuje przekonanie, że jesteś lepszym partnerem dla inwestora, gdy wcześniej wziąłeś od niego pieniądze i po drodze zbankrutowałeś.

Dlaczego przedsiębiorcom powodzi się, gdy już raz upadną?

Bo wiedzą, że unikanie porażek nie jest najlepszą opcją. Startupowcy powinni być otwarci na nagły koniec – są nawet tacy, którzy wpisują „fail” w element swojej strategii. Ci najlepsi nigdy nie skupiają się na tym czy unikną porażki czy nie. Po prostu akceptują fakt, że potknięcie może się zdarzyć i że jest ono częścią całego przedsięwzięcia. Ale nie blokuje to ich w żadnym wypadku, bo cały czas „robią swoje”.

W większości przypadków Twój startup to tak naprawdę próba sił, przeciąganie liny. Albo się uda albo nie. Jeśli potrafisz poradzić sobie z krytyką, porażką, odrzuceniem czy niezrozumieniem to znacznie szybciej dojdziesz do odpowiednich wniosków i następnym razem może być tylko lepiej.


Można też nieco łagodniej

Nie zawsze trzeba upaść całkowicie. Działając na rynku można zauważyć pewne prawidłowości i zmienić swój punkt widzenia lub kilka kluczowych funkcjonalności. Takie działanie nazywane jest pivotem i oznacza tyle, co zwrot w koncepcji o 180 stopni. Co nie oznacza, że nagle trzeba odrzucać wszystko, co się do tej pory zrobiło.

Twórca Avonu zaczynał jako obwoźny księgarz, ale gdy zobaczył, że kobiety są mniej zainteresowane książkami niż próbkami perfum do nich dołączanych, postanowił stworzyć sieć sprzedaży kosmetyków. Starbucks z kolei zanim przerzucił się na przygotowywanie kawy na własną rękę, sprzedawał ekspresy i ziarna kawy. Był już więc w biznesie, ale dopiero uświadomienie sobie, że to codzienna sprzedaż świeżej kawy napędzi interes, spowodowało wzrost popularności marki.

A Ty? Zaliczyłeś/aś już upadek czy wszystko przed Tobą? W każdym razie, nie bój się tego. Po prostu wstań, otrzep się i idź dalej!

***
Jeśli interesuje Cię tematyka startupów, chcesz korzystać z darmowych narzędzi do pracy i dowiedzieć się jak zdobyć pieniądze na rozwój swojej firmy, koniecznie zajrzyj na blog funduszu Online Venture.
Trwa ładowanie komentarzy...